MENU BEZ GLUTENU ma już 15 lat!

6 maja 2026 r. program MENU BEZ GLUTENU obchodzi 15. urodziny. Nasze Stowarzyszenie jest pomysłodawcą i realizatorem tego unikatowego w skali kraju programu certyfikacji lokali. Już 15 lat audytujemy i szkolimy dla Was miejsca, które chcą w bezpieczny sposób żywić osoby z celiakią. Kiedy zaczynaliśmy, tylko 1 restauracja w Polsce oferowała bezglutenowe menu, a wiedzy na ten temat prawie nie było. Poznajcie kulisy i początki MENU BEZ GLUTENU.

Ponad 1000 audytowanych kuchni, audytów i szkoleń, tysiące godzin spędzonych w podróży. Wielkie marzenia i wytrwała, konsekwentna praca – tak wygląda MENU BEZ GLUTENU od środka. Zapraszam do przeczytania skrótu rozmowy z moimi 2 wspaniałymi koleżankami: Grażyną Konińską (GK) i Pauliną Sabak-Huzior (PSH). To dzięki ich zaangażowaniu (i wielu innych osób, o których napiszemy w kolejnym tekście) MENU BEZ GLUTENU jest obecnie profesjonalnym programem certyfikacji lokali bezglutenowych, największym w naszej części Europy. Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze „Bez glutenu”.

Małgorzata Źródlak (MŹ)

MŹ: Obchodzimy 15. urodziny MENU BEZ GLUTENU. Wy jesteście matkami założycielkami tego programu. Z czego jesteście najbardziej dumne?

GK: Jestem dumna z tego, że program funkcjonuje już tyle lat, wciąż jest przydatny i ludzie z niego korzystają. Ogromnie cieszy mnie też zmiana świadomości – obecnie lokale same zgłaszają chęć przystąpienia do programu. Nie musimy ich już namawiać ani przekonywać do sensu certyfikacji.
PSH: Ja czuję dumę z tego, że dzięki programowi osoby na diecie bezglutenowej mogą bezpiecznie i smacznie zjeść poza domem. Coś, co 15 lat temu wydawało się niemożliwe – jak wyjście na bezglutenową pizzę – stało się realne. Przez te lata udowodniliśmy, że to jest możliwe, i daliśmy ludziom poczucie wolności w podróży.

MŹ: Czy pamiętacie, skąd w ogóle wzięła się u nas idea programu?

GK: Pamiętam, jak Ty, Gosiu, wróciłaś z wakacji we Włoszech zachwycona tamtejszym systemem. Wtedy po raz pierwszy pomyślałyśmy, że fajnie byłoby mieć coś podobnego w Polsce. Wzorowałyśmy się na modelu włoskim, skontaktowałyśmy się z jego twórcami i dostałyśmy materiały. Nie dało się jednak przenieść ich programu wiernie – we Włoszech działała armia wolontariuszy, my o tym mogłyśmy tylko pomarzyć. Mimo to z entuzjazmem stworzyłyśmy podwaliny projektu.
PSH: To były początki mojej pracy w Stowarzyszeniu. Gdy trafiłam do niego jako stażystka, pomysł był w powijakach. Razem z Grażyną, jako miłośniczki kuchni, uznałyśmy, że to bardzo ważne. Pamiętam, jak cały zamysł programu powstawał u Grażyny w mieszkaniu, gdy siedziałyśmy godzinami na kanapie, planując, jak to zrobić dobrze.

MŹ: Czy pamiętacie pierwsze podróże na audyty?

GK: Byłyśmy na tyle szalone, że odległość nie miała znaczenia. Gdy tylko znalazłyśmy informację o diecie bezglutenowej w jakimś hotelu, wsiadałyśmy w samochód lub pociąg. Pamiętam podróż nad morze – jechałyśmy całą noc kuszetką do Kołobrzegu, potem busem na 3-godzinny audyt i natychmiast z powrotem do Warszawy. Zajęło nam to w sumie 1,5 doby!
PSH: Przejechałyśmy pewnie kilka razy dystans równy obwodowi równika. Przeszkoliłyśmy przez te lata personel ponad 1000 kuchni. Zawsze dawałyśmy z siebie bardzo dużo. Jak się rodziło Stowarzyszenie, to rodziło się w nas, w naszych sercach. Wkładałyśmy w to prywatny czas i fundusze. To było wyczerpujące fizycznie, ale poczucie misji było tak silne, że gnałyśmy po kraju mimo zmęczenia.

MŹ: Wiem, że macie w zanadrzu i zabawne, i trochę straszne historie związane z tymi podróżami, prawda?

PSH: Tak, na przykład wyjazd do Karpacza w styczniu. Było mnóstwo śniegu, zasypane znaki drogowe i Grażyna wjechała w alejkę, ślepą, jak się okazało, pod górę, z której musiałam ją nawigować tyłem w zaspach,
z duszą na ramieniu. Hotel ten ostatecznie nie spełnił naszych norm i nie wszedł do programu. Innym razem pojechałyśmy w okolice Zakopanego, wiele kilometrów, zanocowałyśmy tam. Rano okazało się, że załoga hotelu podjęła strajk przeciwko pracodawcy i nikt nie przyszedł na nasze szkolenie. Więc wyruszyłyśmy w drogę powrotną do Warszawy, zmarnowałyśmy tyle czasu… Pamiętam też chwilę grozy w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie wymęczone, wieczorem, po kilku audytach szukałyśmy noclegu i trafiłyśmy do pensjonatu jak z horroru Stephena Kinga. Przywitał nas pan powłóczący nogą, a w budynku nie było żywego ducha. Na ścianach wisiały dziwne obrazy. Atmosfera była gęsta i naprawdę przerażająca. Uciekłyśmy stamtąd.

MŹ: Czy Waszym zdaniem jedzenie w miejscach, które nie należą do MENU BEZ GLUTENU, jest dla osoby z celiakią ryzykowne?

PSH: Nasze doświadczenie pokazuje, że ryzyko jest duże. Na ponad tysiąc odwiedzonych kuchni tylko pojedyncze miały stuprocentowo dobre surowce. Nie dla każdego kucharza jest oczywiste, że produkt z napisem „może zawierać gluten” może być nim faktycznie mocno zanieczyszczony.
GK: Surowce to jedna sprawa, a druga to zasady panujące w kuchni – wspólna deska, łyżka czy pyląca mąka pszenna. Trzeba ogromnej wiedzy, by przygotować bezpieczny posiłek w tradycyjnym lokalu. Po naszych szkoleniach szefowie kuchni często przyznają, że nie spodziewali się, jak skomplikowany jest to temat.

MŹ: Skąd bierzecie motywację do prowadzenia programu przez tyle lat?

PSH: Gdy myślę o MENU BEZ GLUTENU, od razu się uśmiecham. Niesamowicie się z nim utożsamiam. Ogromną radość sprawia mi czytanie, jak ważny i rozpoznawalny jest nasz certyfikat dla osób na diecie.
GK: To wielka duma, że z niczego udało się zbudować coś o takiej skali i zasięgu, co jest unikalne w tej części Europy.

MŹ: Jak wyobrażacie sobie program za 10 lat?

GK: Chciałabym, żeby w programie było co najmniej 2000 lokali, aby nawet w małej miejscowości można było zjeść bezpiecznie. To jednak nie uda się bez sieci przeszkolonych wolontariuszy, którzy będą weryfikowali te miejsca w całej Polsce.
PSH: Marzy mi się też aplikacja mobilna z mapą miejsc bezglutenowych oraz nowa, piękna strona internetowa. Chcemy, by nasz „zespół meniowy” się powiększał, bo potrzeby są ogromne.

MŹ: O co chciałybyście zaapelować do użytkowników MENU?

GK: Proszę, aby wszelkie nieprawidłowości zgłaszać nam na bieżąco, a nie pisać o nich na Facebooku dwa lata później. Po takim czasie w lokalu zwykle wszystko się zmienia – od personelu po właściciela. Tylko szybka informacja pozwala nam doskonalić program.
PSH: Apeluję też, by doceniać te miejsca i dziękować im, kiedy nam coś smakowało. Bezglutenowe żywienie to dla restauratora duży wysiłek organizacyjny. Chwalmy lokale, które karmią nas bezpiecznie. Mam też nadzieję na więcej przedszkoli i szkół w programie, by poprawić codzienność dzieci z celiakią.

Korzystasz z MENU BEZ GLUTENU? Opowiedz o tym w naszych mediach społecznościowych. A może zechcesz uczcić 15 lecie programu razem z nami? Będzie nam bardzo miło, jeśli podzielisz się kilkoma życzliwymi słowami. Zachęcamy Cię również do wsparcia Stowarzyszenia darowizną – realizacja programu stanowi część naszej działalności statutowej, finansowanej m.in. ze środków z 1,5% podatku oraz darowizn. Świętujmy wspólnie!

MENU BEZ GLUTENU ma już 15 lat!