Wielkie wykopki – relacja z Gdańska

Skąd się biorą ziemniaki i inne warzywa? Jak wygląda praca na roli? Jak żyją zwierzęta gospodarskie? Najlepszą odpowiedzią na te pytania okazało się spotkanie trójmiejskich członków naszego Stowarzyszenia.

Odbyło się ono 12 września 2026 r. w cudownym miejscu, jakim jest zagroda edukacyjna o wdzięcznej nazwie Rajskie Łąki we wsi Klonówka na Kociewiu – w okolicach Starogardu Gdańskiego.

Mimo pewnej odległości od Trójmiasta, chętnych do spędzenia czasu na łonie natury nie zabrakło. Przez cały dzień rozpieszczała nas dodatkowo piękna pogoda.

Po naszym przybyciu powitała nas właścicielka Rajskich Łąk, przesympatyczna Pani Ela. Po krótkiej rozmowie pojechaliśmy traktorem na rozległe malownicze łąki położone wzdłuż rzeki Wierzycy. Mogliśmy zobaczyć, jak posługiwać się kosą, co wbrew pozorom wcale nie jest takie proste.

Następnie przyszedł czas na wykopki. Dostaliśmy motyki i kosze, dzięki czemu zostaliśmy odpowiednio wyposażeni do zbierania ziemniaków. Dzieci zobaczyły, jak pracowano w przeszłości. Dopiero później przyjechał traktor z kopaczką, co nieco ułatwiło całe zadanie. Zebrane ziemniaki trafiły do parownika i takie ciepłe, mięciutkie, z masłem i solą, mogliśmy zjeść na zakończenie spotkania.

Po tej uczcie odwiedziliśmy mieszkające u Pani Eli zwierzęta. Były owce, kozy, gęsi, kury, kaczki, króliki, krowa, osiołki, konie, alpaki oraz oczywiście psy i koty. Wszystkie bardzo zadbane i przyjazne. Można było je głaskać, przytulać i karmić, co dawało ogromną radość nie tylko dzieciom. Ja na przykład sobie najbardziej upodobałam owcę o wdzięcznym imieniu Katarzyna. Mamy nawet wspólne selfiie 🙂

Pani Ela oprowadzała nas po całym gospodarstwie. Pokazywała, jak wygląda życie na wsi wśród zwierząt i praca na roli. Szczegółowo tłumaczyła, że to, co jemy, zanim trafi do sklepu, wymaga ciężkiej pracy i ogromnej wiedzy. Wskazała też, że ziemniaki, marchewka i rzodkiewka rosną w ziemi, mleko bierzemy od krowy, a masło i twaróg trzeba wyrobić własnoręcznie, zanim będzie można je zjeść. Dzieci dowiedziały się również, że wełna najpierw rośnie na owcy, a dopiero potem staje się swetrem.

Po trudach pracy, oglądaniu i zwiedzaniu upiekliśmy sobie na grillu kiełbaski oraz usiedliśmy do wspólnego stołu. Jedliśmy pyszne ciasta przyniesione przez, jak zawsze niezawodne, mamy. Dzieci na sam koniec pobiegły jeszcze do „błotnej kuchni” i na tradycyjny plac zabaw w stylu lat 80.

Dziękuję Monice, która to wszystko wymyśliła i zorganizowała. Jestem wdzięczna także tym wszystkim, którzy mimo odległości przyjechali i, mam nadzieję, miło spędzili czas. Dziękuję też oczywiście Pani Eli, osobie niezwykłej, bardzo ciepłej, otwartej i rodzinnej.

Do zobaczenia następnym razem!

Katarzyna Nowak – Wolontariuszka Stowarzyszenia z Trójmiasta

Wielkie wykopki – relacja z Gdańska